Artykuł pochodzi z wydania: Marzec 2026
Wybór odpowiedniego systemu przechowywania danych to często wyzwanie na wielu poziomach – wydajności, kosztów czy poziomu wsparcia. Rozwiązania typu unified storage – do których należy testowany GS 3012 G3 – stanowią często złoty środek.
Rynek pamięci masowych od lat jest spolaryzowany. Na jednym biegunie mamy gigantów pokroju Dell Technologies, HPE czy NetAppa, oferujących rozwiązania klasy enterprise – potężne, skalowalne, ale często drenujące budżety i wymagające wyspecjalizowanej kadry do obsługi. Na drugim końcu spektrum znajdują się popularni producenci NAS-ów, tacy jak QNAP czy Synology, którzy zdominowali segment SOHO i SMB, oferując sprzęt przystępny cenowo i łatwy w obsłudze, choć nie zawsze gwarantujący wydajność i stabilność wymaganą w krytycznych zastosowaniach biznesowych. Gdzieś pośrodku od ponad trzech dekad operuje tajwański Infortrend. Producent ten konsekwentnie buduje swoją pozycję dostawcy rozwiązań, które aspirują do miana enterprise, zachowując przy tym rozsądną wycenę.
Tym razem do naszego laboratorium trafił najnowszy przedstawiciel trzeciej generacji flagowej serii General Storage – model Infortrend EonStor GS 3012 G3. Czy w dobie chmury hybrydowej i wszechobecnej konteneryzacji klasyczna macierz ma jeszcze rację bytu? Sprawdzamy to, biorąc na warsztat jednostkę, która obiecuje połączyć świat bloków, plików i obiektów w jednej obudowie 2U.
W 2016 r. mieliśmy okazję testować reprezentanta serii DS, będącego tradycyjną macierzą dyskową, oferującą dostęp blokowy. W międzyczasie Infortrend wprowadził do oferty zunifikowane pamięci, serwujące dostęp do danych również w trybie plikowym. EonStor GS to z definicji rozwiązanie typu Unified Storage, co oznacza, że w ramach jednego urządzenia otrzymujemy obsługę protokołów blokowych (SAN), plikowych (NAS) oraz – co staje się coraz ważniejsze – obiektowych. Taka konsolidacja to nie tylko oszczędność miejsca w szafie rackowej, ale przede wszystkim uproszczenie zarządzania infrastrukturą danych, co dla administratorów w mniejszych zespołach IT jest argumentem nie do przecenienia.
Testowany model GS 3012 G3 to konstrukcja wyposażona w 12 zatok dyskowych, zaprojektowana z myślą o średnich przedsiębiorstwach oraz oddziałach dużych korporacji (Remote Office/Branch Office, ROBO). Producent chwali się, że nowa generacja przynosi skokowy wzrost wydajności dzięki zastosowaniu nowszych procesorów Intel Xeon oraz optymalizacji oprogramowania układowego. Jednak „papierowa” specyfikacja to jedno, a realne działanie w środowisku produkcyjnym to zupełnie co innego. Dlatego w niniejszym teście nie skupimy się tylko na cyferkach z benchmarków, ale przeanalizujemy funkcjonalność urządzenia pod kątem realnych scenariuszy użycia – od serwera plików, przez repozytorium pod wirtualizację, aż po backup i archiwizację danych.
> ARCHITEKTURA I BUDOWA
Testowane urządzenie to najmniejszy reprezentant serii GS 3000 – zamknięta w obudowie 2U macierz oferuje 12 slotów na dyski. Dla porównania najpojemniejszy system w tej rodzinie produktów to model GS 3090 G3, który pozwala już na montaż 90 nośników (4U). Front urządzenia zdominowany jest przez 12 kieszeni na dyski 3,5” (z możliwością montażu 2,5”). Co warte podkreślenia, ramki dyskowe wykonane są w całości z metalu, a nie z plastiku, jak ma to miejsce w tańszych rozwiązaniach konkurencji. Mechanizm zatrzaskowy działa pewnie, a każda kieszeń wyposażona jest w zestaw diod LED, informujących o statusie dysku i jego aktywności. Widać, że mamy do czynienia ze sprzętem projektowanym na lata ciągłej pracy. Zestaw testowy został dostarczony wraz z ośmioma dyskami HGST – 4×6TB SAS 7200 obr./s. oraz 4×800 GB SAS SSD 12 Gb/s.
Gdy zajrzymy „pod maskę” lub raczej na tył obudowy, w oczy rzucają się redundantne kontrolery. Testowany GS 3012 G3 to system typu High Availability (HA). Wyposażony jest w dwa identyczne kontrolery, które mogą pracować w trybie Active-Active (dla dostępu blokowego) lub Active-Standby (dla dostępu plikowego, z możliwością ALUA). Każdy z nich to niezależny komputer, za którego wydajność odpowiada procesor Intel Xeon D (w wariancie czterordzeniowym). Ta jednostka jest zoptymalizowana pod kątem zadań storage’owych i sieciowych, oferująca doskonały stosunek wydajności do zużycia energii.
W standardowej konfiguracji wszystkie kontrolery zostały wyposażone w 8 GB pamięci RAM DDR4. Płyta główna każdego z modułów ma dodatkowe sloty DIMM, co pozwala na rozbudowę pamięci aż do 192 GB na kontroler (łącznie 384 GB na system). To ogromny zapas, który warto wykorzystać, jeśli planujemy intensywnie korzystać z funkcji deduplikacji czy uruchamiać na macierzy kontenery Docker. Testowany egzemplarz podrasowano do 16 GB RAM na kontroler.
Tym, co odróżnia serię GS od konkurencji, jest podejście do interfejsów sieciowych. Zamiast sztywnego zestawu portów wlutowanych w płytę główną Infortrend stawia na modułowość. Owszem, na każdym kontrolerze znajdziemy bazowy zestaw dwóch portów 25 GbE SFP28 oraz dwa wejścia SAS 12 Gb/s do podłączenia półek rozszerzających JBOD. Nie zabrakło również interfejsu zarządzania 1 GbE. Prawdziwa siła tkwi jednak w slotach na karty rozszerzeń (Host Boards). W testowanym modelu mamy do dyspozycji dwa na każdy kontroler. Możemy w nich obsadzić szeroką gamę kart: od 16/32 Gb Fibre Channel, przez 10/25 GbE (SFP+ lub RJ45), aż po 100 GbE QSFP28. Daje to sporą elastyczność – ta sama macierz może dziś służyć jako iSCSI target w sieci 25 GbE, a po wymianie wkładek stać się częścią sieci SAN FC 32 Gb, bez konieczności wymiany całego urządzenia.
Za bezpieczeństwo danych znajdujących się w pamięci podręcznej odpowiada moduł CBM (Cache Backup Module), składający się z superkondensatora (SuperCap) oraz dedykowanego modułu Flash. W przypadku nagłego zaniku zasilania SuperCap podtrzymuje napięcie wystarczająco długo, aby kontroler zdążył zrzucić zawartość cache’u do pamięci nieulotnej. Jest to rozwiązanie znacznie trwalsze i mniej problematyczne w eksploatacji niż tradycyjne baterie podtrzymujące (BBU), które wymagają okresowej wymiany i formowania.
Całość zasilana jest przez dwa redundantne zasilacze o mocy 530 W. Układ chłodzenia został z kolei zintegrowany z zasilaczami oraz jest wspomagany przez wentylatory w modułach kontrolerów. Kultura pracy jest typowo serwerowa – przy starcie urządzenia wiatraki wchodzą na maksymalne obroty, generując duży hałas, by po chwili ustabilizować się na słyszalnym, ale akceptowalnym w serwerowni poziomie.
[…]
Marcin Jurczyk
Autor pracuje jako architekt w międzynarodowej firmie świadczącej usługi IT i posiada doświadczenie w zakresie projektowania i integracji systemów na poziomie infrastruktury, chmury i sieci.





