Artykuł pochodzi z wydania: Czerwiec 2026
Jeżeli zawiodą firewalle brzegowe, systemy klasy EDR/XDR na stacjach końcowych i mechanizmy uwierzytelniania w domenie, to backup decyduje o „być albo nie być” całej organizacji. Tym razem pod lupę bierzemy więc rozwiązanie Veeam Backup & Replication 13, które służy m.in. do tworzenia kopii zapasowych.
Zabezpieczanie infrastruktury IT przed utratą danych przeszło w ostatnich latach ewolucję, której celem było dostosowanie środków ochrony do wciąż ewoluujących ataków i powtarzalnych awarii na różnych poziomach. Od prostych, harmonogramowanych zrzutów całych maszyn wirtualnych do lokalnych zasobów dyskowych po zintegrowane, rozproszone geograficznie platformy zarządzania cyklem życia informacji. W dobie wszechobecnych i coraz bardziej zuchwałych ataków typu ransomware oprogramowanie do tworzenia kopii zapasowych przestało być traktowane wyłącznie jako polisa ubezpieczeniowa na wypadek błędu ludzkiego, uszkodzenia bazy danych czy po prostu awarii sprzętowej. Dzisiaj to de facto ostatnia, a zarazem krytyczna linia obrony w strategii cyberbezpieczeństwa każdego, nawet najmniejszego przedsiębiorstwa.
Firma Veeam Software, która ponad dekadę temu zrewolucjonizowała podejście do ochrony środowisk opartych na hypervisorze VMware vSphere, doskonale odnajduje się w tych surowych, rynkowych uwarunkowaniach. Wersja 12 przyniosła długo wyczekiwane zmiany infrastrukturalne, na czele z możliwością zapisu bezpośrednio do obiektowej pamięci masowej (Direct-to-Object) oraz potężnym naciskiem na repozytoria „utwardzone”, bazujące na systemach linuksowych (Linux Hardened Repository). Mogłoby się wydawać, że producent na pewien czas nasycił rynek nowościami, skupiając się jedynie na łataniu błędów i drobnych optymalizacjach. Jednak najnowsza, oznaczona numerem 13 odsłona udowadnia, że inżynierowie Veeam mieli w zanadrzu znacznie większą rewolucję architektoniczną, skądinąd od dawna wyczekiwaną. Tym razem nie rozmawiamy wyłącznie o zmianach w samej metodzie wykonywania kopii zapasowych, ale o fundamentalnej zmianie sposobu, w jaki wdrażamy i zabezpieczamy sam centralny punkt zarządzania całą infrastrukturą backupu.
Testujemy rozwiązanie Veeam Backup & Replication 13. Sprawdzamy, jak w praktycznym, laboratoryjnym boju radzi sobie długo wyczekiwany Software Appliance, wspierający wreszcie mechanizmy wysokiej dostępności. Bierzemy pod lupę zaimplementowane mechanizmy detekcji oparte na algorytmach sztucznej inteligencji i weryfikujemy, czy ostateczne odcięcie się od platformy Windows Server to faktycznie krok w stronę architektury Zero Trust.
Architektura i funkcje
Aby w pełni zrozumieć i docenić skalę zmian wprowadzonych w wersji 13, konieczne jest przypomnienie, w jaki sposób historycznie projektowano środowiska oparte na rozwiązaniach tego producenta. Przez wiele lat absolutnym sercem całego ekosystemu był Veeam Backup Server (VBR) instalowany obligatoryjnie na systemie operacyjnym z rodziny Microsoft Windows Server. Towarzyszyła mu instancja relacyjnej bazy danych – przez długi czas był to wyłącznie MS SQL Server, a od niedawna, w ramach optymalizacji wydajności i uniezależniania się od kosztownych licencji, coraz chętniej wdrażany PostgreSQL. O ile poszczególne komponenty wykonawcze, takie jak proxy (odpowiadające za kompresję, deduplikację i przerzucanie bloków danych) czy same repozytoria (czyli fizyczne miejsca składowania archiwów), mogły od dawna z powodzeniem operować pod kontrolą systemów z rodziny Linux, o tyle sam rdzeń, czyli „mózg” całej operacji zawiadujący harmonogramami i metadanymi, pozostawał ściśle przywiązany do okienek.
Z perspektywy bezpieczeństwa w architekturach enterprise rodziło to bardzo konkretne problemy. Wymagało zarządzania cyklem życia kolejnego systemu Windows, pamiętania o regularnym patchowaniu, a co najgorsze – sprawiało, że serwer backupu stawał się potencjalnie najatrakcyjniejszym i stosunkowo łatwym celem dla złośliwego oprogramowania, które z natury rzeczy celuje właśnie w luki w ekosystemach Microsoftu i usługach Active Directory.
NOWY SYSTEM
Veeam Backup & Replication 13 wprowadza architektoniczne trzęsienie ziemi, prezentując w pełni funkcjonalny, oparty na dystrybucji linuksowej Veeam Software Appliance dla serwera zarządzającego. Co więcej, rozwiązanie to zostało od podstaw zaprojektowane z myślą o klastrowaniu i wysokiej dostępności (High Availability).
Nowy wirtualny kontroler to nie jest po prostu preinstalowana dystrybucja Linuksa z przerzuconymi serwisami Veeama. Mamy tu do czynienia ze szczelnie zamkniętym systemem operacyjnym (hardened appliance), dystrybuowanym w formie gotowego obrazu (OVA dla VMware vSphere oraz ISO dla pozostałych platform). Producent chwali się, że z systemu wycięto absolutnie wszystkie zbędne pakiety narzędziowe, minimalizując tym samym wektor potencjalnego ataku.
To, co zwraca szczególną uwagę, to fakt, że obraz ten jest „out-of-the-box” zgodny z rygorystycznymi wytycznymi DISA-STIG oraz FIPS. W praktyce oznacza to szereg natywnych blokad już na etapie pierwszego uruchomienia: konto root jest permanentnie zablokowane do logowania interaktywnego, dostęp via SSH jest domyślnie wyłączony, a mechanizm SELinux pilnuje przestrzegania rygorystycznych reguł. Cała komunikacja pomiędzy nowym wirtualnym kontrolerem a rozproszonymi komponentami infrastruktury opiera się na silnym szyfrowaniu TLS z rygorystyczną weryfikacją tożsamości na poziomie certyfikatów. Pozbyto się w ten sposób słabego ogniwa, jakim często bywa samodzielne, ręczne utwardzanie każdego systemu operacyjnego z osobna przez zespół IT.
[…]
Marcin Jurczyk
Autor pracuje jako architekt w międzynarodowej firmie świadczącej usługi IT i posiada doświadczenie w zakresie projektowania i integracji systemów na poziomie infrastruktury, chmury i sieci.





